Recenzja albumu Liberte autorstwa Stephena Thomasa Erlewine'a W latach 20. XX wieku Doobie Brothers wyruszyli w trasę z Michaelem McDonaldem, ale kiedy nadszedł czas na nagranie płyty, zespół skurczył się do tria Toma Johnstona, Patricka Simmonsa i Johna McFee. Oczywiście oznacza to, że Liberté – pierwszy album Doobies z nowym, autorskim materiałem od czasu albumu World Gone Crazy z 2010 roku – brzmi bliżej odświeżonej wersji Toulouse Street czy The Captain and Me niż Takin' It to the Streets; nie ma tu funkowego, miękkiego rocka ani łagodnego, blueeye soulowego soulu, tylko sporo prostego rock & rolla. Choć Liberté może być staromodny w swojej estetyce, to trio Doobies dokłada wszelkich starań, aby album brzmiał współcześnie, ozdabiając go szklistą produkcją, hojnie dodając elektroniczne rytmy i mgliście odnosząc się do zawirowań współczesnego świata. Wszystkie te atrakcje mogą zapowiadać, że Liberté będzie albumem z 2021 r., ale płyta jest udana, ponieważ Doobies pozostają wierni rockowemu boogie, które grają od 50 lat.
Płyty SHM-CD do odtworzenia we wszystkich typach czytników CD oraz DVD. Gwarantują niespotykaną wcześniej analogową jakość brzmienia, odwzorowują wszystkie walory taśmy-matki. Zdaniem specjalistów - ten nośnik i ta technologia najlepiej - bo natywnie, przenosi na krążek CD wszystkie walory nagrania analogowego. |