Łzy smutku mieszały się ze łzami radości, gdy fani Oscara Petersona zdali sobie sprawę, że geniusz klawiszy, który właśnie odzyskał zdrowie, wciąż jest w stanie ich wszystkich zadziwić, choć najwyraźniej stracił część swojej dawnej witalności. To mogło skłonić MPS – wytwórnię, z którą sam Oscar Petersen, jak twierdził, nagrał swoje najlepsze płyty – do przeszukania swoich archiwów w poszukiwaniu zaginionych taśm z czasów świetności Petersona. I oto, ku mojemu zaskoczeniu, odkryto szereg wcześniej niepublikowanych nagrań, nagranych „wyłącznie dla moich przyjaciół” w prywatnym studiu w Villingen w latach 1965-1968. Elektryczna atmosfera tych sesji na żywo przed zaledwie garstką słuchaczy po raz kolejny dowodzi, jak bardzo muzycy czuli się w willi w Schwarzwaldzie jak w domu – o czym świadczy fakt, że tradycyjne trio Petersona występowało naprzemiennie z jego zastępcami: Samem Jonesem na basie i Bobbym Durhamem na perkusji. A teraz, wyłącznie dla wszystkich fanów jazzu, te niesamowite utwory są dostępne po raz pierwszy na płycie LP wypełnionej wspaniałym brzmieniem. Niezależnie od tego, czy jesteś długoletnim kolekcjonerem, czy początkującym jazzmanem, jedno jest pewne: ten album powinien znaleźć się w każdej kolekcji!