Ta strona wykorzystuje mechanizm ciasteczek (cookies) do poprawnego działania. Więcej informacji na stronie Polityka Prywatności. Zamknij.

Logowanie

My z delty

Autoblues

Autoblues image
Galeria okładek

ZamknijGaleria okładek

  • My z delty - group
Add to Basket

39.00 PLN

CD:

Nr kat.: SOO12013
Label  : ABC

Zespół MY Z DELTY powstał ok 2012 w Szczecinie. Został założony przez gitarzystę Wojciecha Wójcika. Głównym autorem tekstów jest Brunon Tode, szczeciński plastyk i performer. Zespół uczestniczył m.in w festiwalu Akustyczen i Festiwalu Ryska Riedla Ku Przestrodze w Chorzowie. Wydał własnym sumptem debiutancką płytę długogrającą MÓJ AUTOBLES. ________________________________________ Skład zespołu Kuba May-perkusja Wojciech Wójcik - gitara Krzysztof Seroczyński - gitara Michal Mitschke - bas Tomasz Zienkowicz - tuba Waldemar Kulpa - wokal Daniel Basiński - wokal Mariusz Mario Zarzeczny - harmonijka xxxxxx Oni z delty prezentują Autoblues. Opowieści w pierwszej osobie z bluesową duszą. No i ze Szczecinem – w tle i na pierwszym planie. Zacznijmy od początku. Bagno Blues – taką nazwę nosi pierwszy utwór. Siłą rzeczy, jak to z bagnami bywa, niełatwo się od niego uwolnić. Po z pozoru przekoloryzowanej zwrotce, następuje pęknięcie, zmysłowe zatrzymanie w czasie. Następujący po nim refren „Budzi się sen, budzi się sen, paruje bagno delty” zostaje w pamięci na długo. Tę zmysłowość obraca w proch kolejny utwór Awizo 666. Podobnie jak Bank Bang, umieszczony gdzieś pod koniec płyty, będący nieco krzywdzącym stereotypem na temat muzyki country. Te utwory zaburzają kontemplacyjny charakter albumu. Niekoniecznie trzeba nazwać to wadą. Mimo wszystko czuć, że album stanowi całość – twór „Ich z Delty”. Smutek z nutą optymizmu, choć zdecydowanie proporcje powinien określić każdy słuchacz samodzielnie. Warto dodać, że optymistyczne brzmienie utworu nie zawsze oznacza wesołą treść. Tak będzie choćby w przypadku Pieśni Samobójcy. Być może dzięki tej różnorodności album nie jest dołujący. Po Awizie możemy usłyszeć smutny Mój Autoblues. Pada deszcz, a jedynym optymistycznym akcentem jest tirówka – “Weź na stopa tirówkę, odpuści Bóg”. Mój autoblues to także rozwinięcie nazwy całego albumu, który z pewnością dotyczy przede wszystkim osobistych opowieści, autoportretów tworzących obecną na krążku muzykę. Na drugim miejscu stoi podróż samochodowa. Jest ona zresztą motywem przewodnim tego nagrania, ale w odniesieniu do całości trafna będzie pierwsza interpretacja. Niemal każdy utwór to narracja w pierwszej osobie. Choć pewnie nie wszystkie historie dotyczą muzyków bezpośrednio, to trudno wykonaniom odmówić pełnej podmiotowości. Teksty w niektórych utworach są bardziej opowiadane niż śpiewane, stąd też wrażenie kontemplacji. Przykładem jest wspomniany wcześniej Bagno Blues, który jednak świetnie przechodzi w śpiewany refren, stanowiąc jedno z najlepszych nagrań zamieszczonych na płycie. A co ze wspomnianym we wstępie Szczecinem? Album jest bardzo szczeciński, a przynajmniej o Szczecinie chce grać. Nie tylko dlatego, że sami muzycy związani są w różny sposób z tym miastem. Z pewnością najbardziej w pamięć zapadnie skoczne, wykonane w rytmie SKA Hallo Szczecin, tym cenniejsze, że wykonane w języku angielskim. Z pewnością jest to kawałek muzycznie egzotyczny, w szczególności jeśli uznamy argument “zachodniości” za anachronizm. Z ową „zachodniością” związana jest także Pieśń Samobójcy z umieszczonym w nawiasie tytułem (moje miasto Szczecin). Miasto prezentuje się tu następująco: “Urodziłem się na zachodzie wschodu i wschodzie zachodu, wszystko było tu na niby, niby zachód a niby wschód”. Niezbyt to optymistyczna wizja. To, że miasto leży nad morzem też jest tu na niby. Podobnie Niebuszewo, które jest wspomnieniem szczecińskich Żydów, z wyraźną pretensją w słowach “to wszystko niby zanika”. Szczecin wydaje się przez te melancholijne przekazy miastem nieco szarym, nieprzyjaznym. Nie trzeba chyba komentować tytułu instrumentalnego utworu – Zatopione Ogrody. Ale czy należy krytykować za odwzorowanie klimatów Szczecina? Podziękować trzeba autorom Autobluesa, że mimo bluesa dali miastu właśnie Hallo Szczecin, nieco ubarwiając jego ponury wizerunek. Zatopione ogrody – mimo, że zatopione – również grają ładnie. Muzycznie album prezentuje wysoki poziom. Znajdziemy tu dużo zrównoważonych gitarowych motywów, ale też brzmienia wielu innych instrumentów. Wszystko wzbogacone o różnorodne wokale, szczególnie ciekawe w partiach mniej dynamicznych, tych melancholijnych. Wesołe granie przeplata się z tym smutnym, jednak ogólne wrażenie pozostaje raczej bluesowe. Nie jest tak, że tylko ten styl jest tu obecny. Pozostawia on jednak ślad nie do zamazania, jak krew z obrazu Brunona Tode, wykorzystanego jako okładka Autobluesa. Warto się w ten album wyposażyć i posłuchać. Choćby w deszczowy wieczór, przemierzając samochodem szczecińskie ulice. Autor: Łukasz Maj https://elewatorkultury.org/my-z-delty-autoblues/

 

Razem z tą płytą inni Melomani kupowali: