Ta strona wykorzystuje mechanizm ciasteczek (cookies) do poprawnego działania. Więcej informacji na stronie Polityka Prywatności. Zamknij.

Logowanie

HiDiamond - Italy

Speakers cable D8

Galeria okładek

ZamknijGaleria okładek

Dane techniczne:

Średnica zewnętrzna: 270 mm
Ilość żył: 12 x 2,5 mm
Materiał: miedź (4VRC)
Pojemność maksymalna: 55 Pf/m
Oporność przewodnika: 7,98 Ohm/1 km
Wykończenie: wtyki bananowe lub widełki - w obu przypadkach - referencyjne
Długość: 3 m







Diamentowe kable głośnikowe from Marek Koszur on Vimeo.

Dane techniczne:

Średnica zewnętrzna: 270 mm
Ilość żył: 12 x 2,5 mm
Materiał: miedź (4VRC)
Pojemność maksymalna: 55 Pf/m
Oporność przewodnika: 7,98 Ohm/1 km
Wykończenie: wtyki bananowe lub widełki - w obu przypadkach - referencyjne
Długość: 3 m







Diamentowe kable głośnikowe from Marek Koszur on Vimeo.

WARUNKI ODSŁUCHU


Aby przez trzy dni testować przewody we współpracy z Państwa systemem, należy w oparciu o wystawioną fakturę Pro-Forma wpłacić ich równowartość oraz opłacić koszty pocztowe.

Przy zakupie przewodów - koszt przesyłki refundujemy.

Po odesłaniu przewodów - kaucję wypłacimy w ciągu 2 dni roboczych.


********************* Hm...

Jeśli alchemicy są wśród nas, to zapewne pracują na rzecz przemysłu audio.

Dla zwykłego śmiertelnika grzebanie patykiem w ognisku jest zazwyczaj bezmyślną, może atawistyczną czynnością - lubimy patrzeć w tajemnicę spalania, przemiany materii w pył.

Inżynierowie z włoskiej firmy HiDiamond poddają miedź czterokrotnemu oczyszczaniu (inni robią to najwyżej dwa razy w procesie nazywanym 2VRC), odgrzewają ją, walcują, rozciągają, dodają do niej inne komponenty - uzyskują produkt o parametrach lepszych niż wszyscy inni.

Kable - zasilające, interkonekty, przewody głośnikowe - wyprodukowane w powyższej technologii, oznaczonej symbolem 4VRC © - oddają nam dźwięk o charakterystyce idealnie liniowej, o amplitudzie wiernie odwzorowującej muzyczną treść, wolną od towarzyszących jej w innych rozwiązaniach składowych, mających istotny wpływ na sumę brzmieniową.

Cieniutki przewód, wykonany z tak "wyrafinowanej" miedzi ma doskonałe parametry związane z jego indukcyjnością, pojemnością i oporem. Parametry te odpowiadają wręcz wartościom wzorcowym, konstytutywnym dla pierwiastka jakim jest miedź.

Najciekawsze jednak nastąpi dopiero teraz. Izolacja. W HiDiamond stosowany jest w tym celu materiał o nazwie XLPE. Ma on parametry 100 razy lepsze niż teflon. Oplatając żyłę zamyka ją tak szczelnie, że "płynąca" przewodem muzyka - Państwo wybaczą ten język - jest równie skutecznie w owym przewodzie zamknięta jak cały ładunek elektryczny. Muzyka „nie ucieka" przez otuliny, powłoki i oploty. W moim rozumieniu - we wnętrzu tego przewodu mamy sytuację w jakimś sensie podobną do stanu próżni. (!) A co dzieje się z prądem w takich warunkach? Każdy z nas pamięta z lekcji fizyki w szkole parochialnej.

Wszystko to, co powyżej napisałem, nie jest niczym odkrywczym. To oczywiste bowiem, że jadąc kolejne 100 kilometrów - zajedzie się dalej niż inni. Inżynierom z HiDiamond idzie jednak o coś bardziej subtelnego. Oni, działając metodami fizycznymi - udoskonalili, uszlachetnili i wzbogacili Ducha, Istotę Muzyki. Jej Piękno, Prawdę i Tajemnicę.

Specjaliści z włoskiej firmy HiDiamond, niczym alchemicy, są niedoścignionymi specjalistami w swojej dziedzinie - tworzeniu okablowania, które nie tylko nie uroni niczego z piękna muzyki odtwarzanej w naszym systemie, ale wręcz to piękno nam unaoczni bardziej niż zdolni są to uczynić inni "magowie high-endu".

I tu rzecz nadzwyczaj ciekawa. HiDiamond oraz 47Laboratory mają jakże wiele wspólnego w myśleniu o znaczeniu całkowicie holograficznego pośrednictwa okablowania w naszych systemach audio.

# Obie firmy używają miedzi.

# Miedź tę czyszczą staranniej niż inni.

# Ciągną z niej żyły o możliwie najmniejszej średnicy.

HiDiamond przygotowuje pręty o średnicy 16 mm i długości 100 metrów każdy. Z tego materiału produkowane są żyły miedziane w odcinkach o długości 10 000 metrów i średnicy 0,1 mm.

Tak cienkie przewody radzą sobie najlepiej z "przenoszenia" dźwięku w naszych systemach.

W HiDiamond miedź jest wzbogacona o grafit. Po co? Bo grafit jest najlepszym czynnikiem tłumiącym - uwaga (!) - odgłosy prądu. Tak, prąd "płynąc" przez przewód wydaje dźwięk. I drgania. Grafit świetnie tłumi te składowe całej informacji dźwiękowej, "płynącej" przez przewód.

Zadanie, jakie alchemicy z HiDiamond otrzymali, to przeniesienie czystej muzyki, tylko muzyki, oddzielenie jej od wszystkich towarzyszących jej, a wynikających z fizykalności procesu - dźwięków towarzyszących. I to zadanie doskonale spełniają!

I to wszystko - SŁYCHAĆ! To znaczy - słychać tylko to co słyszeć chcemy i powinniśmy - muzykę wolną od wszelkich pochodnych. Wolną od zniekształceń wynikających z zakłóceń i procesów wynikających ze zjawisk elektrostatycznych.

Co z tego wszystkiego wynika? Wiele. Przede wszystkim radość z obcowania z pięknem muzyki. Ale też i to, że kable te będąc niemym uczestnikiem procesu odtwarzania - uwypuklą wady i zalety innych komponentów naszego toru odsłuchowego.

To tak, jakby nagle równanie z trzema niewiadomymi stało się równaniem tylko z dwoma znakami zapytania.

Każdy więc kto dąży do jakości muzyki w zaciszu domowym porównywalnej z jakością materiału zapisanego podczas sesji studyjnej - sięgając po to okablowanie - lepiej będzie widział wpływ na summę dźwiękową pozostałych elementów swojego toru.

Produkty HiDiamond w ofercie Clubu CD.
  • HiDiamond - Italy - akcesoria
Add to Basket

7900.00 PLN

kabel głośnikowy:


idealne na bajpasy - wielki sukces kablologii w kardiologii audiofilskiej

W jak rzadko której – w tej sprawie ja osobiście nie mam praktycznie nic do powiedzenia. Sięgnąłem więc wymarzonego stanu idealnego? Że to nie ja będę tu przekazywał Państwu mądrości i oczywistości, że wreszcie – zrobi za mnie to ktoś inny – ktoś z niekwestionowanym autorytetem, przemawiający z jedynie słusznym mandatem człowieka, który wie co mówi. Wie, bo usłyszał, wie, bo doświadczył, wie – bo jego skóra ciągle jeszcze trwa w napięciu wywołanym dreszczem emocji, zrodzonych spełnionym oczekiwaniem na audiofilski „cud prawdziwy, a nie mniemany jedynie”. Pierwszy z moich Szanownych Wyręczycieli, człowiek z powierzchowności dość „atomowej” (czytaj: ruchliwy, nieco impulsywny, lekko pobudliwy, o wyraźnych oznakach konfliktu elektrono-jądrowego) – osunął się na odsłuchową kanapę z objawami rezygnacji graniczącej ze stanem przed eksplozyjnym. Pierwsza moja myśl, która zrodziła się za kamiennym wyrazem twarzy brzmiała – jak ja go posprzątam? Z drugiej strony - i tak planowałem odmalować ten pokój. Zapanowała niezręczna cisza. On sapie. Ja dyszę. Muzyka milczy. Ha! Przypomniałem sobie zasadę królewską – odwrócić uwagę, obejść, zaatakować i zwyciężyć! - Uwaga! – i włączyłem ukochany przez mojego gościa fragment trójgraniastego kapelusza. Jego oczy zapadły się nagle, krew odpłynęła z twarzy do flakonika na stoliku, a puls z przedzawałowego przeszedł w stan podhibernacyjny. - No to koniec! – w wyobraźnia podsunęła mi obraz zardzewiałych krat na tle bezchmurnego nieba. – Zabiłem go. Ale bestia była żywotna. Zebrał się w jednej sekundzie i dopadł stolika ze sprzętem. - Co tu masz? Co tak gra? O czym jeszcze nie wiem? W plątaninie kabli ujrzał to, co nie tyle wróciło, ale darowało mu drugie, całkiem nowe życie! Niewygrzany jeszcze, ledwie parę minut przed nadejściem mojego gościa podłączony do systemu kabel głośnikowy zadrżał lekko na skutek rezonansów płynących z oczu mojego ozdrowieńca. - Biorę! - Chwila, moment, może posłuch... - Morze to mi pan zimnej wody przed chwilą na głowę tym dźwiękiem wylał. Pudełko (całkiem pokaźnych rozmiarów) odebrał przy kolejne wizycie. Ode mnie wyszedł opleciony hajósemką, niczym hrabina Audiofilska generalskimi lampasami, do których miała słabość od dziecka, o czym w pewnym zaufaniu wielokrotnie mnie zapewniała. Mój drugi Szanowny Wyręczyciel - Audioman17 - człowiek o umysłowości tyleż ścisłej co artystycznej, ujeżdżacz Pegazów, eksperymentator i smakoszowiec – osobnik (posługując się terminologią z zakresu kryminalistyki) wręcz wyrachowany, bo nie pozostawiający śladów... wątpliwości wobec wygłaszanych sądów – nie dał mi szansy współuczestnictwa w jego hajósemkowej inicjacji. Ale przysłał tę wiadomość: Od dwóch dni i dwóch nocy siedzę w stuporze przed swoim zestawem, porażony dźwiękiem, jaki płynie z moich Xavianów po podłączeniu "ósemek". Trudno definiować konkretne różnice, to się trochę wymyka opisowi, bo co można powiedzieć? Że lepszy, głęboki, piękny bas, gdzie słychać, że Ray Brown gra tak melodyjnie, że zapiera dech? Że przestrzeń wciągająca, scena niesamowicie poukładana, że holografia porażająca? Że piękna, szczegółowa góra, ale bez wyostrzeń, z pięknymi wygrzmieniami blach? Że średnica wypełniona lepiej, niż garnek miodu, wokale tak wyraziste, przepięknie wybarwione? A tak naprawdę, przy każdym nagraniu jedna tylko refleksja, jedno wrażenie: to AŻ tak? To AŻ tyle dźwięku i emocji tam jest? To AŻ tak to jest nagrane? Natomiast, żeby był jakiś konkret, w kilku słowach podsumowania: - scena niesamowicie poukłada, znakomite plany, - dużo powietrza między instrumentami, - kwartety jazzowe brzmią niezwykle naturalnie, jak w klubie na kameralnym koncercie, - fortepian - jeszcze tak u mnie nie brzmiał...tak prawdziwie, - dynamika - ci wszyscy muzycy "żyją" w nagraniu, - wokale - przepiękne, w Oratorium na Boże Narodzenie Bacha chóry istotnie zwiastują..., - w nagraniach akustycznych każdy instrument wybrzmiewa do końca, - bas bardzo dobrze zarysowany, naturalny, bez sztucznego podbicia, zwarty, - niezwykle wciągający sposób prezentacji (stąd ten stupor). To, co jest niezwykłe w tych kablach, że z każdą godziną grają coraz lepiej. Te kable pokazały mi zupełnie nowe możliwości mojej elektroniki, a zwłaszcza Modwrighta, nie wiem, czy już pełnię, ale może XLR D3 z "diamonds are forever" tego dopełni... To jest, Szanowny Panie, rewolucja w systemie. Na stronie HD piszą: "redefines the way you listen to" - to jest chyba najkrótsza i najlepsza recenzja... No, to tyle. Pozwolą Państwo, ze przywołam jedynie słowa poety i odniosę je do siebie: błogosławiony (czyli ja), kto nie mając nic do powiedzenia (czyli ja), nie obleka tego faktu (czyli mojego nicdopowiedenia) w słowa. Gdyby powyższe przetłumaczyć na angielski trzeba byłoby powiedzieć: szad ap, albo jakoś tak, podobnie.