Ta strona wykorzystuje mechanizm ciasteczek (cookies) do poprawnego działania. Więcej informacji na stronie Polityka Prywatności. Zamknij.

Logowanie

HiDiamond - Italy

Okablowanie - upgrade i systemy audio

Galeria okładek

ZamknijGaleria okładek

Dane techniczne - D1:

Średnica zewnętrzna: 60 mm
Ilość żył: 2 x 2,5 mm
Materiał: miedź (4VRC)
Pojemność maksymalna: 80 Pf/m
Oporność przewodnika: 7,4 Ohm/1 km


Dane techniczne - D2:

Średnica zewnętrzna: 100 mm
Ilość żył: 2 x 2,5 mm
Materiał: miedź (4VRC)
Pojemność maksymalna: 114 Pf/m
Oporność przewodnika: 4,95 Ohm/1 km


Dane techniczne - D1:

Średnica zewnętrzna: 60 mm
Ilość żył: 2 x 2,5 mm
Materiał: miedź (4VRC)
Pojemność maksymalna: 80 Pf/m
Oporność przewodnika: 7,4 Ohm/1 km


Dane techniczne - D2:

Średnica zewnętrzna: 100 mm
Ilość żył: 2 x 2,5 mm
Materiał: miedź (4VRC)
Pojemność maksymalna: 114 Pf/m
Oporność przewodnika: 4,95 Ohm/1 km


  • HiDiamond - Italy - akcesoria

o systemie krwiodźwięcznym słów kilka...

Nie jest prawdą, że najliczniejszą na świecie grupę religijną stanowią katolicy, muzułmanie czy baptyści. Te bogobojne społeczności, niosące każdego dnia trud egzystencji w oczekiwaniu na nagrodę niebiańską nie wiedzą nawet, jak potężny wróg kryje się tuż, tuż. Co więcej – on jest obok, zazwyczaj przy tym samym stole, za kierownicą samochodu w porannej gonitwie do pracy, a najgroźniejsi z nich – pod okryciem maskującym, zwanym pidżamą dotykają wręcz (... – fr. tekstu usunięty na mocy nieobowiązującej już ustawy o kontroli widowisk i publikacji, w: "Dziennik Ustaw" nr 20 z 12 VIII 1981, poz. 99. ). Aby rzeczy nazywać do bólu precyzyjnie – w dalszej części wywodu posługiwać się będę terminem: audiofil na określenie najgroźniejszych z groźnych przedstawicieli owej „religii wyzbytej wszelkiej religijności!”. Podstawowym i jedynym przykazaniem owej sekty jest zawołanie: nie wierzyć. Hm... Ale to nie jest takie proste. Nie wierzyć jednemu bóstwu, oddając równocześnie bałwochwalczy hołd – drugiemu. Ale gdy pojawi się kolejny mecyjasz (to nie jest literówka) – oni, audiofilanie – zapominają o dotychczasowym idolu, a czołobitnie - do krwi na posadzce - walą pokłony nowemu cielcowi. I tak ta sabatowa uczta trwa. Ich credo jest nader proste: - Komu nie wierzyć przede wszystkim? Producentowi. - Nigdy nie konfigurować sprzętu „z jednej matki”. - Przestrzegać zasadę: masz wzmacniacz od A – odtwarzacz kup koniecznie od B. A potem głośniki od C i zacznij zabawę z kablami, akcesoriami. A ponieważ orłem z matematyki nigdy nie byłeś, więc co to dla ciebie za różnica, czy masz rozwiązać równanie z trzema, siedmioma czy dziewiętnastoma niewiadomymi!? Bo nie o rozwiązanie jakiegokolwiek równania tu idzie! Rozwiązanie zadania byłoby największą klęską. Jak to? Wiec skonfigurowałem cały tor odsłuchowy najlepiej jak można? I to już koniec? Nie będzie lepiej? (a kto powiedział, że kiedykolwiek będzie lepiej? że może być lepiej?) Dla uczciwego audiofilisty najważniejszy jest ruch – pogoń za dźwiękiem idealnym. Przełączamy, zamieniamy, odchylamy... I co? Jest lepiej? Chyba tak - mówi drugi. Ale wiesz co, spróbuj jeszcze zamienić miejscami w szafie prześcieradła z ręcznikami, a pastę do zębów w łazience żony odwróć nakrętką w dół. Mówię ci – będzie lepiej – basy zasopranują ci tak jak chudy byk z Miami. Z Miami to byli policjanci... Co ty – z Beverly Hills. Tak mówisz? A nie z trzeciego komisariatu? I tak mijają wieczory i poranki, dzieci dorastają, żenią się, wnuki wycmokują najszlachetniejsze cechy ojcowskiej wiary z matczynym mlekiem. Zuch! Patrz, jak słucha! Moja krew! (uwaga: wszystkie fakty i przedstawione powyżej zdarzenia, charaktery, skojarzenia konkretnych osób są jak najsłuszniej trafne i prawdziwe). Czy Pan musi wszystko prześmiewać? – pytam sam siebie. Nie, nie wszystko, proszę Pana - odpowiadam sobie z lekkim fochowym grymasem na twarzy. - Nie wszystko. Nie prześmieję tych kabli. Ale nie byłbym sobą gdybym sobie samemu zawsze i bez walki przyznawał rację. Więc było tak: Andrew przysłał mi głośniki. Wiesz, ostatni raz słuchałem ich będąc angielskim pacholęciem, jakieś 40 lat temu. Od tamtej pory stały na strychu. Chwytam głośniki i biegnę do moich speakers doctorów – panowie czyścimy, picujemy, wymieniamy tkaninę, dodajemy nowe zaciski, a przede wszystkim – tu: głębiej spoglądam w trzewia głośnikowe oplecione kabelkowymi jelitkami, co bardziej schemat skuteczności politycznej odwzorowują zamiast decydować o pięknym brzmieniu rozlicznych nutek biegnącym nimi do głośników, - To – wyrzucamy. To – wstawiamy - rzuciłem na stół motek kabla "o specjalnych własnościach". Gotowe. Głośniki jak nowonarodzone! W środku – pulsujący audiofilizmem kabelkowy system krwionośny. Play... (... – DUŻY fr. tekstu usunięty na mocy nieobowiązującej już ustawy o kontroli widowisk i publikacji, w: "Dziennik Ustaw" nr 20 z 12 VIII 1981, poz. 99. ). Co robić? Źle podłączyliście? Coś w zwrotnicy? Niewłaściwy lakier na skrzynce, zmienić wycieraczkę przed wejściem, wezwać hydraulika, podciąć sobie szelki...)???? I jak w amerykańskim filmie, licznik zbliża się do zera, 7, 6, 5... Zaraz cały audiofilski świat eksploduje. - ... wklejcie znowu te stare kabelki... - ... te?!?! Na dnie kosza zmięta, zbrukana, pokalana starożytna relikwia – sparciała osnowa, utleniona warstwa wierzchnia... Motek starych kabelków z... najczystszego srebra z okresu zimnej wojny. I chwila prawdy. Głośnikowy Frankenstein zmontowany znów ze starych komponentów. Martwy i milczący. Play... Potężna, nadnaturalnej wielkości łza, większa od dziurki w uchu, prawie o objętości żołądka, zaczyna pomruczyście toczyć się po naszym policzku pozostawiając na nim parujący ślad audiofilskiego spełnienia. Yes, yes, yes... OK. Ani słowa więcej. Żadnych dygresji i anegdot. Poza tą jedną, malusieńką, obiecuję – ostatnią... - Tak, mam kabel do upgrade okablowania głośnikowego. W odcinkach po 30 metrów. Produkujemy go dla specjalnych klientów. To największe na świecie manufaktury budujące najbardziej poszukiwane kolumny. Ten kabel to przecież klasyczna pępowina. Ona musi być w całym systemie NAJLEPSZA. Ona zapewni, że do samego głośnika popłyną komórki macierzyste dźwięku (trochę sparafrazowałem tu wypowiedź mojego rozmówcy, który będąc rodowitym Włochem niezbyt swobodnie posługuje się polskim językiem poetycko-audiofilskim). I taki waśnie kabel-przewód – WYŁĄCZNIE DLA PAŃSTWA w limitowanym wymiarze udało mi się zdobyć. Co zrobiłem, korzystając z prawa do (ależ to brzmi: prawo do...) prywaty? Zmieniłem okablowanie w moich ¾ flagowych isophonach – produkcja masowa, przełom lat 70/80. Przez tych kilkadziesiąt centymetrów przewodu - kolumny awansowały o klasę wyżej! Zagrały fantastycznie. Aż trudno uwierzyć, jak bardzo dławiły je te wewnętrzne „sznureczki”, efekt ówczesnych oszczędności technologicznych? A może to... może to osławiony sznurek do snopowiązałek, którego w kraju ongiś zawsze brakowało? Czyżbym odkrył największą tajemnicę ówczesnych gospodarczych niepowodzeń w kraju? Myśmy „im” eksportowali sznurek zamiast KGHMowskiej miedzi? Genialne! Oto ukryty sabotaż, który rozłożył na łopatki socjalistyczną idyllę (w zamyśle), a kapitalistów spętał beznadziejnym dźwiękiem! Ale proszę już mnie nie rozpraszać... Wracam do meritum... Stawiamy championy na półce, ze ściany zasilamy je źródlanym prądem, okablowujemy srebrem i złotem, a na końcu – dziwimy się, że coś nie gra tak jak powinno! Nie gra, bo w głośnikach często stosowane jest okablowanie tekturowe, niweczące summę dźwiękową z zestawu audiofilskiego. Dlaczego? Bo to najlepszy sposób, aby zaczęli się Państwo rozglądać za kolumnami nowymi, lepszymi, droższymi! Kto sądzi, że nie mam racji, może rzucić we mnie głośnikiem. Idźmy dalej... Kolejnym posunięciem, było wykorzystanie tego okablowania do nowej instalacji systemu wielokanałowego. Proszę Państwa! Ja bardzo proszę nie lekceważyć szmeru i pogłosu z bocznych czy tylnych głośników. Może być martwa cisza i cisza życia. Może być muzyka złota i... milczenie owiec. Wielokanałowe audio z bluraye, choćby z nagrań wytwórni 2L – poprzez to właśnie okablowanie – uzyskało status pełnej szlachetności. Systemy dvd-audio czy bluray-audio w NASJMNIEJSZYM stopniu nie ustępują jakością klasycznym playerom CD! To my sami degradujemy je, okablowując tor dźwiękowy byle kablem! Muzyka z tych nośników prezentuje o wiele wyższą jakość aniżeli miliony klasycznych płyt CD! Ludu! Nawróć się wreszcie! Tu właśnie w stopniu dalece najwyraźniejszym widać jakie znaczenie ma okablowanie naszego systemu. Swego czasu zachęcałam Państwa do instalacji wielokanałowej przewodem Stratos z 47 Laboratory. Zastosowanie D1 i D2 z HiDiamonda potwierdziło wcześniejszy dowód na słuszność zaopatrzenia się w dobry przewód głośnikowy. A skoro już o 47 Laboratory mowa... Niebawem w naszej ofercie przewód o średnicy 0,6 mm. Testuję właśnie... kable sieciowe wykonane z tego – pardon – drutu o średnicy 0,6 milimetra! Ciekawi Państwa efekt? No cóż – efekt zgodny ze standardem 47 Lab – wszystko co proste – genialne; wszystko co genialne – jest proste.