David Oistrakh French National Radio Orchestra André Cluytens Rok 1806 był rokiem po skomponowaniu Fidelia, rokiem jego pierwszej rewizji i rokiem, w którym Beethoven napisał trzy słoneczne arcydzieła, z których najspokojniejszym i najbardziej pełnym miłości jest z pewnością ten koncert skrzypcowy. Dedykował go nie ówczesnej chętnej do współpracy przyjaciółce, lecz swemu przyjacielowi z dzieciństwa, Stephanowi von Breuningowi, postaci, która wyłania się z opowieści o życiu Beethovena bardziej subtelnie niż którykolwiek z jego pozostałych przyjaciół. Koncert został napisany dla Franza Clementa, który w wieku 26 lat był dyrygentem i liderem (dwa mniej więcej tożsame stanowiska, ponieważ machanie batutą nie zostało jeszcze wynalezione) słynnego Theater an der Wien. Koncert powstał szybko, ale został ukończony dopiero przed prawykonaniem 23 grudnia; Clement podobno odczytał swoją partię a vista, ale nie jest to zbyt oszałamiające osiągnięcie, ponieważ doradzał Beethovenowi w kwestii układu solówki, a być może nawet wpłynął na charakter tematu ronda. Podczas premiery Clement zagrał nowy utwór w dwóch częściach, przy czym Larghetto poprzedzone było przerwą i grupą solówek —jednym z nich była sonata na jednostrunowe skrzypce grana do góry nogami. Czerny był pod ogromnym wrażeniem wykonania Clementa, ale koncert uważano za mało znaczący, dopóki Joseph Joachim nie spopularyzował go pod koniec stulecia. Bywale koncertów poprzedniego pokolenia z nabożnym szacunkiem wypowiadają się o jego interpretacji i twierdzą, że od tamtej pory nikt jej nie dorównał; dla młodszych koncert skrzypcowy Beethovena oznacza Fritza Kreislera i ciekawe, że celował on właśnie w tych fragmentach, które wymienili piewcy Joachima: fragmencie g-moll w środku pierwszej części i grobowo cichej drugiej melodii Larghello. Obaj ci znakomici muzycy pozostawili w koncercie znakomite zestawy kadencji. Dawid Ojstrach gra te Kreislera na niniejszej płycie. Kadencje Beethovena do koncertu zostały zaprojektowane z myślą o adaptacji jako koncert fortepianowy, który skomponował w 1807 roku i zadedykował żonie von Breuninga. Kadencja pierwszej części została zaaranżowana na fortepian i perkusję obbligato – w naszych czasach została przepisana na skrzypce i perkusję przez Maxa Rostala. Istota perkusyjnego obbligato jest widoczna w pierwszych taktach koncertu, ponieważ cztery uderzenia w perkusję stanowią zalążek całej części, magiczny i oryginalny przejaw charakterystycznej dla Beethovena procedury. Słychać je w całej orkiestrowej ekspozycji, która zawiera pięć głównych idei, z których ostatnia cichnie, co jest prawdopodobnie najbardziej inspirującym solowym wejściem w literaturze koncertu. Skrzypce wznoszą się przez chwilę, opadają, a potem znów wznoszą: kadencja dobiega końca i można rozpocząć solową ekspozycję, ale konwencjonalna przerwa między tymi dwoma sekcjami została wygładzona, jakby nigdy nie istniała. Koda po kadencji rozpoczyna się od gry solisty na dwóch najniższych strunach skrzypiec. Beethoven wydobywa ten tak bardzo znienawidzony instrument, fagot, na porywający dialog z solistą i, pozornie mimowolnie, odrywa się od niego w ostatnich energicznych taktach. Część wolna to zestaw wariacji w tonacji G-dur; najpiękniejsza ze wszystkich wariacja nie ma dosłownego związku z tematem, lecz jest po prostu rapsodyczną interpolacją o niebiańskiej wymowie. I tu ponownie orkiestra Beethovena nie jest skłonna przerwać czaru; daje sygnał soliście, by wykonał drugą kadencję, a on prowadzi go bezpośrednio do Ronda. Sednem tej melodii jest przemienność toniki D i dominanty A (porównajmy to z partią kotłów na początku pierwszej części) oraz komiczne możliwości tej przemienności. Duet fagotu z solistą w drugim epizodzie Ronda emanuje radosnym humorem. Sama oprawa tematu Ronda jest wystarczająco duża między linią górną a basem, by poprowadzić spory powóz i cztery osoby. Przestrzeń ta nabiera intensywności po kadencji, gdy basy budzą się niczym słonie Saint-Saënsa pod skrzypcowymi trelami. Zakończenie koncertu to kolejny beethovenowski żart: miłość i przyjaźń rozwijają się dzięki śmiechowi i czułości. Uwaga © William Mann 1959