Ta strona wykorzystuje mechanizm ciasteczek (cookies) do poprawnego działania. Więcej informacji na stronie Polityka Prywatności. Zamknij.

Logowanie

BACEWICZ, Kaja Danczowska, Krystian Zimerman

Piano Sonata No. 2 / Piano Quintets Nos. 1 & 2

Krystian Zimerman - Grazyna Bacewicz: Piano Sonata No. 2; Piano Quintets Nos. 1 & 2 Quintet for piano & strings No. 1 - 01. 1. Moderato molto espressivo - Allegro (8:19) 02. 2. Presto (4:31) 03. 3. Grave (8:02) 04. 4. Con passione (5:20) Piano Sonata No. 2 - 05. 1. Maestoso - Agitato (6:15) 06. 2. Largo (8:56) 07. 3. Toccata. Vivo (3:43) Quintet for piano & strings No. 2 - 08. 1. Moderato - Allegro (7:12) 09. 2. Larghetto (7:36) 10. 3. Allegro giocoso (5:15)
  • Kaja Danczowska - violin
  • Krystian Zimerman - piano
  • BACEWICZ
Add to Basket

99.00 PLN

SHM-CD:


Pianist Krystian Zimerman returned to the recording studio after a five-year absence to celebrate the 100th birthday of the foremost female Polish composer of the 20th century, Grażyna Bacewicz. This album features two hugely imaginative piano quintets and the forceful Second Piano Sonata that Krystian Zimerman performed at the Salzburg Festival in 2008 to rhapsodic reviews. Included is a unique bonus track: Bacewicz’s 1958 Violin Sonata no. 2, recorded for Polish radio in the 1960s, performed by Bacewicz herself.  align= >>> Płyty SHM-CD do odtworzenia we wszystkich typach czytników CD oraz DVD. Gwarantują niespotykaną wcześniej analogową jakość brzmienia, odwzorowują wszystkie walory taśmy-matki. <<< Krystian Zimerman - w naszej ofercie BBC Music Magazine

May 2011

****

“The four-movement Piano Quintet No. 1 (1952) displays Bacewicz's textural refinement, elegant formal sense and creative transformation of folk-intonations and dance rhythms...Piano Quintet No. 2 (1965) uses more avant-garde techniques, but its never less than cogent and carries the listener in a kaleidoscopic stream of varied phrases, sounds and textures. Exemplary performances.”

International Record Review

April 2011

“To have a musician of the stature of Krystian Zimerman advocating Bacewicz is no less than her music deserves, and it's a pleasure to report that the results are utterly absorbing...I can't imagine more impressive or committed advocacy of this music.”

The Guardian

18th February 2011

***

“The performances are outstanding, and Krystian Zimerman's account of the finale of the Second Sonata is quite dazzling.”

--------------------------------- - Co mu kipimy? - Może książkę? - O, tak, dobry pomysł, on lubi czytać. - Ale rok temu też dostał książkę... - Fakt, od 20 lat - zawsze książka... - Ja bym nie wytrzymała! - A on nie protestuje... - No, i ciągle kupuje mi korale. Co ja, indyczka jestem? - Tak cię traktuje... Jakbyś nią była. - Za kogo on mnie ma? - No, właśnie... - A ja, głupia, ciągle się na to godzę! Sama jestem sobie winna. - Skoro tak twierdzisz... - A czy indyczki w ogóle mają korale? - No, nie... - A kto ma korale? Czekaj, widziałam kiedyś w telewizji taki film z Australi... ***** To fragment prozy ala Gabriela Za-Polska. Typowy. Proszę książkę z opowieści zamienić na skarpety, krem odmładzający, krawat, kapcie, irchę do szyb samochodowych albo wodę po goleniu. I narodowy przedświąteczny dramat w milionach aktów mamy gotowy. ***** Włożyć komuś odbezpieczony granat w ręce... Mówi się też – daj mu gorące kasztany, albo węgle. Ja wolę jednak wersję z granatami. Konkretna. I rozwojowa. Co mam na myśli? Pomysł na hit! Na największy prezentowy ‘niewypał’ roku! Który w ręku obdarowanego zamieni się w aqua vita, klucz do sezamu, przełamie najtwardszą rzecz na świcie – jego, obdarowanego - głupotę. Nierozumny upór albo nieprzemakalność intelektualną, która bardziej niż ołowiane buty ciągnie go (nas) na cywilizacyjne dno. Oto ukazuje się nowa edycja płyt Dire Straits... Sprawdzam. Ten, ten, tamci dwaj i jeszcze oni.... Wszyscy, od dwudziestu lat – kupili wszystkie wydania Dire Straits. Nic poza tym. Jakieś pojedyncze szarpaniny. Druga grupa – Pink Floyd. Gdyby co tydzień, ba! każdego dnia ktoś wydawał nową, remasterowaną wersję The Wall (The Mur) – ¾ tzw. audiofili waliłoby łbem w ten kompaktowy mur doszukując się „lepszej wersji”, „lepszego brzmienia”, tłustszego basu, ostrych wysokich, równych średnich, cienkich grubych i małych podłużnych. A! I najważniejsze – żeby wie Pan, no, żeby, tak tego – zabrzmiało, pan rozumie. Rozumiem. Ale nie pojmuję. Że robią to sobie za własne pieniądze. Że 365 dni w roku słuchają efektu bijących zegarów, wsypywanych monet w sklepowej kasie albo owacji falujących tłumów „on the street”. Czy ich synopacholęta będą inne? Beethovena i Mozarta trzeba pochować na dobre. Verdiego ekskomunikować. A Wagnera, nudziarza – zakazać. Mazurek Dąbrowskiego zamienimy na początek z Zepellinów. Nie rzucim ziemi – na ten ostry kawałek z Deep Purple. I co, dobra zmiana? Bardzo dobra! I Doda na królową! A może się nie nadaje? No, więc uzgadniamy. Jazz? Jaki jazz! To muzyka naćpana i... i... daj spokój! Każdy gra swoje, a nic razem! Anarchia! A my teraz – drużyna! Ty Biały, ja Czerwony, a razem – kurczę, jakiś kogel pomidorowy!? Uwaga – pierwsze hasło rewolucyjne: my chcemy Dire Pink Purple Republikę! I tak nam dopomóż... dopomóż... cholera, zapomnieliśmy, jak to szło... *** Więc raz w roku – rzućmy im-sobie linę. Z 365 – odejmijmy jeden dzień – na muzykę inną. Tę ‘nawiedzoną’, ‘pokręconą’, ‘niedopiłowaną’, ‘rozkojarzoną’... Ale zanim włączymy tę prezentową, świąteczną płytę – zadajmy ulubione, najczęściej formułowane w odniesieniu do google pytanie: a o czym to jest (...)? Google odpowiedzą lub podpowiedzą. Nawet ciekawe historie. A to o małym Napoleonku, co mu się pod Moskwą nie udało, a to o wielkiej miłości do hrabiny, co słuchu nie miała, albo o uczniu czarnoksiężnika, który wyręczył się miotłami w noszeniu wody, z czego narobiło się bałaganu, że boki zrywać. Albo tę historię o pogoni Walkirii, o wyroczni Zaratustry albo o giaurze co umknął śmierci w sztormowej fali a potem udusił piękną żonę, co polską śpiewała kołysankę... - Wariat jakiś? - Nie, człowiek zakochany, i to jak! - Ludzie! To o takich rzeczach są te ‘rzeczy’? Co wy! Muzyka akcji? Symfoniczne thrillery? A o zombich też jest? - Jest. I o głowach świętych/ściętych wnoszonych na tacy, i o porwaniach, o pościgach i zdradach. I Wielki Inkwizytor z nie mniejszym Cesarzem, i malarz z modelką, i kapitan z gejszą... Wszystko! - To wszystko tam jest? - Ano – jest - Ale nikt o tym nie wie. - Ależ wie, od 200-300 lat. Wielu, tylko ty, żuczku, matołku elemelku nie chciałeś wcześniej o tym wiedzieć... ? - Nie, no nie, bo ja myślałem... *** Ze wszystkich historii opowiedzianych w całych dziejach świata – najwięcej prawdy o emocjach – jest w muzyce. Chcesz się bać na prawdę? – słuchaj Sibeliusa. Chcesz się zachwycić i uwznioślić – bardzo proszę – Bruckner. Zadumać filozoficznie i transcendentnie – tylko Mahler. Odpoczniesz i uwznioślisz się przy Mozarcie. Beethoven wbije ci w łeb kilka oczywistych prawd, a zrobi to pałkami od kotłów przy wtórze upiornego śmiechu trzeciego bóstwa jakim jest Drwiciel – wyrażony początkiem V symfonii. Chopin – tylko dla politykierów. Debussy – dla nudziarzy. Bartok – dla nadpobudliwych, a Brahms i Schubert – dla księgowych i rewidentów. Tak – można też taką metodą przebić się przez direstraitsowy pancerz. Ci pierwsi, zaczną na mazowieckich nutach nawijać chińską bawełnę na poznańskie uszy z wdziękiem perskiej tkaczki, która od zarania świata wije nić kołtuństwa i obłudy cynicznej – naszego codziennego odzienia. Nudziarze zapadną się przy Images w stan po hibernacyjny tak głęboki, że instynkt samozachowawczy wyrwie ich przed ostatnią nutą molową na powierzchnię normalnego świata z gorącym z ich strony postanowieniem, że nigdy więcej się w ten świat impresjonistyczny - nie zanurzą. I tak dalej... Ważne, by po Chopinie dać człowiekowi kilka taktów Strawińskiego, najlepiej Święto wiosny. A temu debussy’owcowi – tylko Borodin albo Brahms z Tańcami węgierskimi. Ewentualnie – Gubaidulina, ale w tabletkach. A wróci im rozum i życie. A mądrzy będą doświadczeniem i przebytym stresem. Takie ‘życie po życiu’. *** Bo znieść nie mogę jednego. Im dłużej żyję, tym bardziej żałuję, że nie zmieniałem, nie próbowałem, nie dawałem sobie szansy. Jak się uparłem na lampowe – tak nie widziałem innych technologii. Jak przyszedł czas na czarne – to białych oglądać na oczy nie chciałem. Potem był okres kwaśny i dziurawy, następnie znów analogowy i dwuśladowy. A trzeba było zmieniać i delektować się. Nawet z prawdopodobieństwem, że smakowicie rozgryzę największe ziarnko pieprzu w lodach śmietankowych z polewą truskawkową. A co? Próbował ktoś z was takiego smaku? No to, kiedy chcecie to zrobić? OK. Może więc na kupce dokumentów i opłaconych rachunków połóżcie wniosek o ekshumację z podkreśleniem, żeby w tym krótkim re-akcie życia dali wam takiego smaku posmakować. Ja – wolę to zrobić – posmakować – teraz. Póki mogę. I nadrabiam życiowe zaległości – jak szybko się da! I słucham, i delektuję się, i podziwiam i zachwycam. Jedną Dire Straits w 30 wydaniach zamieniam na jedną symfonię Mozarta w trzydziesty wykonanych. Ależ to zabawa! A każdy gra te nuty inaczej. I nie ma tu: lepiej lub gorzej, ale zawsze jest: ciekawie, odmiennie, nieoczekiwanie i zaskakująco. I choćbym słuchał ich sto tysięcy, i ponawiał kolejnych dziesięć tysięcy, to i tak i nie wysłucham do cna, bo ta muzyczna lokomotywa wciąż gra i sapie i dyszy i ja pod nią wrażeniami się raczę i smakuję i cmoktam i mlaskam i płaczę. Że też wcześniej na ten pomysł nie wpadłem, stojąc lat kilkadziesiąt jak poczciwa krowa, na postronku uwiązana przeżuwająca to co połknęła i połykająca to co przeżuła. Smacznego na święta! Kupcie sobie płytę - jakiej jeszcze nie mieliście – inną niż wszystkie, a najlepiej wybierzcie tę, na którą nigdy byście złamanego grosza nie wydali! Ona was uratuje! Alleluja! I ‘na okrągło”!