Logowanie

Julie London – Sophisticated Lady

Julie London - Sophisticated Lady 01. Sophisticated Lady (2:37) 02. Blame It On My Youth (2:37) 03. Make It Another Old-Fashioned, Please (2:32) 04. You're Blasé (3:12) 05. Bewitched (2:55) 06. Spring Can Really Hang You Up The Most (3:50) 07. Remind Me (3:14) 08. When She Makes Music (2:43) 09. When The World Was Young (4:42) 10. If I Should Lose You (2:49) 11. Where Am I To Go (2:55) 12. Absent Minded Me (2:21)
  • Julie London - vocal
Do koszyka

149.00 PLN

CD (miniLP):

Nr kat.: UCCQ9605
Label  : EMI (Japan)

Seria: visual sound STEREO

Wykonawcy: Julie London – śpiew; orkiestra.

Pierwsze wydanie: Liberty, 1962.

To wydanie: CD (miniLP), EMI (Japan), UCCQ9605

Reedycja rzeczywiście mistrzowsko zaaranżowanych, wykonanych i nagranych (!) standardów, jakże precyzyjnie opisujących muzyczne gusty melomanów z połowy XX wieku.

Piosenka to misterna kompozycja, konkurująca z najbardziej wyrafinowaną myślą inżynierską. Proporcje i relacje między planami, brzmieniem i kolorystyką każdego z instrumentów lub ich sekcji - to wiedza niemal tajemna. Albo usytuowanie głosu wykonawcy w dość intymnej relacji z podkładem. Tak, dokładnie tak - intymnej zależności. Aranżacja - to mistyczna wiedza o smaku i niepowtarzalności oraz wyrafinowaniu odmiennych stylów. Wreszcie dramaturgia każdej z kompozycji - robota wprost jubilerska.

Kiedy wybrzmi ostatni akord każdej z tych płyt - pozostaje w nas nie tylko tęsknota i nostalgia. Zapisany zostaje na palecie naszej wrażliwości nowy, często wcześniej nie znany kolor nastroju. A to przecież jest... poezja!

Każda z tych kompozycji to opowieść. To historia, której tak chętnie słuchamy. Dzięki tym nagraniom - wracamy do świata... bajki.

I tylko na jedno pytanie nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Dlaczego i z jakiego powodu ta koronkowa, eteryczna, granicząca z transcendencją wartość estetyczna budowana tą muzyką niemal bezpowrotnie minęła?

Niemal, bo u nas, w Clubie CD - jest niezmiennie piękna i żywa.

Nick Dedina (AllMusic): „wyrafinowany” to właściwe słowo dla chłodnego stylu London – pod spokojną powierzchnią kryje się sporo emocji. Jak u Cheta Bakera, jej „naparstek głosu” (jak sama mówiła) pokazuje raczej, że ból nie zamroził wszystkich uczuć. Jedna z płyt z początku lat 60., mniej jazzowa niż jej najlepsze nagrania.

 

Razem z tą płytą inni Melomani kupowali: