Ta strona wykorzystuje mechanizm ciasteczek (cookies) do poprawnego działania. Więcej informacji na stronie Polityka Prywatności. Zamknij.

Logowanie

Pete Rugolo and His Orchestra

Living Sound Fidelity Stereophonic - Behind Brigitte Bardot

01. Jeff S Blues from L Homme Et L Enfant (Jeff Davis) 2:46 02. Mambo Bardot from and God Created Woman (Paul Misraki) 4:00 03. Tell Me Something Sweet [Dis-Moi Quelque-Chose de Gentil] from and God Created Woman (Andr Hornez-Paul Misraki) 2:35 04. Arsenic-Blues from la Peau de L Ours (Marc Lanjean) 3:14 05. Paris B. B. from Una Parisienne (Andr Hodeir) 2:15 06. Manina Theme from the Girl in the Bikini (Jean Yatove) 3:32 07. A T Aimer from Love Is My Profession (Ren Cloerec) 2:08 08. L Etang from Sans Familie (Carl Sigman-Paul Misraki) 2:49 09. Ma Vie Est a Toi from Le Grand Bluff (Billy Byers) 2:58 10. The Night Heaven Fell from the Night Heaven Fell (Burt Bacharach-Hal David) 2:37
  • Pete Rugolo and His Orchestra - orchestra
Add to Basket

119.00 PLN

CD (miniLP):

Nr kat.: YZMS3006
Label  : Fresh Sound (Japan)

Edycja na rynek japoński - Remastered 24bit/96kHz

Living Sound Fidelity Stereophonic - w naszej ofercie Opowiadałem już? Może tak, może nie? Leżymy z Markiem Karewiczem na pamiętającym czasy FWP kocyku. Żar leje się z nieba. Rozmowa się nie klei. Przymuszeni sytuacją, jako odpowiedzialni ojcowie, niczym drzemiące aligatory patrzymy jak nasi synowie zmagają się deskami windsurfingowymi. Uparci, nieprzejednani, zmordowani nieustannymi upadkami ciągle na nowo wdrapują się na opływowe czółenka, trzymają się kurczowo masztów, łapią równowagę i… znów wpadają do wody. Moja córka stoi na brzegu i obserwuje wysiłki chłopców. Rozdrażniona, typowo kapryśna, zaniepokojona całkowitym brakiem zainteresowania jej osobą, odwraca się na pięcie i ze łzami w oczkach, z miną kwaśną jak cytryna rozjechana walcem drogowym, zanosi ku niebu lament kobietki wypełniającej się buntem i fochem. Na kocyku leży aparat fotograficzny. Najprostsza idiotenkamera, idealna na zabawę w piasku. Marek dostrzega dziewczynkę, jak porażony prądem, podrywa się do siadu, chwyta aparat, który trzyma pierwszy raz w życiu i zaczyna pstrykać. Skąd on wiedział, jak to urządzenie włączyć? Więcej – właśnie skończył się film, więc Marek w jakiś demiurgiczny sposób zwinął go do kasety, tę wyjął z korpusu aparatu i natychmiast owinął w jakieś coś i wsadził do plażowej torby. Spokojnie wrócił do pozycji legwana, wyprzęgając umysł, wolę i sumienie… Po kilku dniach otrzymałem przesyłkę. W niej – zdjęcia. Zdjęcia wykonane przez… no przecież pomazańca jakiegoś! Normalny człowiek, w takiej sytuacji, używając taki sprzęt mógłby guza sobie nim nabić niż zrobić zdjęcia. Ale jakie!!! Marek uchwycił wielkie emocje i dynamikę, czucia i namiętności. Na tych fotografiach było absolutnie wszystko! Cała dramaturgia mieleńskiego dziania się. Jakiś czas później, po latach, w klubie Marka, na wysokich stołkach, przy czymś chłodnym rozmowa zeszła na nadmorskie tematy. Na zmęczonej chorobą twarzy dostrzegłem ledwie pulsujący uśmiech. Wiedziałem, że widział to samo co ja: zdjęcia naszych dzieciaków… Fotografia na okładce płyty… Jak koncert fortepianowy – to koniecznie eksplodujący pianista lub dłoń majestatycznie nacierająca na klawisze. Jak skrzypcowy – głowa wirtuoza uciekająca w bok i ledwo nadążające za nią włosy maestra. Jeżeli płyta rockowa, live, obowiązkowo gitarzysta, skulony w pozie chińskiej siódemki, wpatrzony w gitarę zwisająca mu na długim pasku, tak jakoś na wysokości wstydu. Mocny obrazek. Każdy fan patrzy na takie foto i już czuje ten fuzzzzzz… Marek, a powiedziano o jego fotografiach wszystko, a nawet dwa razy więcej, forsował ujęcia, które na okładce płyty dawały wszech magię smaków, woni, kolorów, emocji płynących z muzyki schowanej na krążku. Ile tych okładek w dziejach polskiej fonografii jest Marka autorstwa? Nie wiem. Ale bez wątpienia - te najważniejsze, równe muzyce – wyszły z jego obiektywu. Oto nowa seria wybitnie analogowych zapisów, zapomnianych w archiwach, prezentująca głosy i wykonawców dla wielu z nas całkowicie nieznanych jest jednak znakiem swojego czasu. 50, 70. lat temu te płyty wypełniały witryny sklepów muzycznych, były reprodukowane w pismach kolorowych i fachowych. Ta muzyka i jej klimat sprowadzane są do skrótu zamkniętego w okładce. Czy muzykę wyrazić i opisać środkami nie muzycznymi? Proszę przetestować, przyglądając się okładkom i wybrać pięć z nich. Proszę te pięć uszeregować od najbardziej Państwa zdaniem interesującej. I teraz dopiero proszę posłuchać fragmentów muzycznych. I co? Wrażenia wzrokowe pokrywają się ze słuchowymi? Bardzo proszę, mnie też jest miło. Dodam tylko, że edycja limitowana!