Ta strona wykorzystuje mechanizm ciasteczek (cookies) do poprawnego działania. Więcej informacji na stronie Polityka Prywatności. Zamknij.

Logowanie

Cecile McLorin Salvant

For One to Love

Cécile McLorin Salvant - For One to Love 01. Fog (5:15) >>> MP3 <<< 02. Growlin' Dan (4:34) >>> MP3 <<< 03. Stepsister's Lament (2:20) >>> MP3 <<< 04. Look at Me (2:44) >>> MP3 <<< 05. Wives and Lovers (2:51) >>> MP3 <<< 06. Left Over (4:27) 07. The Trolley Song (3:51) 08. Monday (2:01) 09. What's the Matter Now? (4:18) 10. Le Mal de Vivre (6:14) 11. Something's Coming (10:33) 12. Underling (3:39)
  • Cecile McLorin Salvant - vocal
Add to Basket

64.00 PLN

CD:

Nr kat.: MAC1095
Label  : MackAvenue (USA)
Add to Basket

129.00 PLN

2 LP-180G 33rpm:

Nr kat.: MAC1095LP
Label  : MackAvenue (USA)

2016 Grammy Winner for

Uwaga – tekstu nie powinni czytać kosmonauci, operatorzy koparek i kierowcy samochodów wyścigowych. ********* Najtrudniejsze i najbardziej niebezpieczne zadanie miał pianista. Przez dłuższą chwilę nie mogłem się skupić na odbiorze muzyki, bo moją wyobraźnię zdominowały makabryczne obrazy pianisty, który jest miażdżony, siekany, dziurawiony magiczną mocą emanowaną przez głos wokalistki, w odpowiedzi na pomyłki błędy, rzędu tysięcznej części najmniejszej drobiny kosmicznego pyłu... Widziałem sylwetkę i dłonie złożone z oddzielnych atomów, które wyodrębniły się w wyniku wibracji głosu wokalistki, głosu o brzmieniu wprost nadnaturalnym. Wokalistki, która- no właśnie – sama jest uwięziona w mocy własnego głosu? Dlaczego ta właśnie myśl pojawiła się przed możliwą inna: to wokalistka w pełni kontroluje i panuje nad swoim nieziemskim wprost głosem. Wracam do pianisty. Ciągle on jest bohaterem przeżywanego przeze mnie dramatu. To on najczęściej i bezpośrednio towarzyszy głosowi. Jego partie – to jak cień smoka. Im bardziej się ów głos-smok przepoczwarza, tym zwinniej cień musi uciekać przed smoczą potęga. Chwila nieuwagi, spóźniony akord, a ostrze wibrującego głosu wokalistki – obetnie palce! Powie ktoś - płyta mordercza i krwawa? Bardziej skuteczna od pętli szubienicznej. Co? No to proszę – proszę posłuchać i zobaczymy, jak z każdą sekundą skracać się Państwu będzie oddech, jak ów głos owinie się wokół szyi, jak będzie igrał z wami każdą sekwencją, każdą zgłoską tekstu. Bo ten jest niemalże na miarę głosu! Pamiętam doskonale głos Sinatry, Nat King Cole’a czy Elli Fitzgerald. Albo Armstronga. Z Ich najwcześniejszych nagrań. Jak myszki i ministranci, przed mutacją, anielsko i melodyjnie wyśpiewywali swoje piękniczki. Ile whysky musiał wypić Sinatra, by tembr jego głosu, w miarę upływu lat mężniał, rósł w moc i siłę wyrazu? Stawał się... fascynujący? Ileż uniesień i wzruszeń musiał przeżyć Cole gdy wreszcie zaśpiewał ‘Unfogetable’. A Ella? Opowiadał Ojciec... Zakochali się w sobie bezgranicznie. On sołdat, ona radiotelegrafistka. Bomby padały gęsto. Kompania topniała z każdym metrem odwojowanej ziemi. Ślub. Muszą się pobrać. Przysiąc: że do końca życia, że na dobre i złe. Wieczorem dobiegli do jakiejś wioszczyny. Śnieg, zielone języki wyborskiej zorzy polarnej. Szukajcie księdza! Może być pop albo pastor, czort jeden z nim! Zastępca Boga. Osobiście! Ten, wymamrotał formuły, resztką sił trzymając duszę, która od strachu wiać chciała na biegun najbardziej północny, bo do czego zdolni mogą być ludzie z okopów, z tundry, którą przemierzali czołgając się przezeń dniem i nocą? On nie odrywał od niej wzroku, ona nie była w stanie wyrwać się z jego – wzroku – mocy. I tylko ta jedyna świeca, jaką mieli w tym kościółku, zdawała się nic sobie nie robić z chwili, którą oświetlała. Sierżant odłożył pepeszę, rozejrzał się w koło. Gdzie on, papałsia? Dawaj, Żorż, gdzie twaja мандолина, gdzie piewiec? Instrument pięknie inkrustowany masą perłową odbił światło świecy, śpiewak rozpiął szubę i zaśpiewał. I świat przestał istnieć, bo wypełnił go głos. A głos, czy był jego? Śpiewaka? Przecież tak nie może śpiewać ktoś, kto od miesięcy mieszka w śniegu, z nogami w lodowych onucach, niegolony od tygodni, bez ciepłej strawy i spokojnego snu. Bo głos – ta historia dowodem na to – nie musi pochodzić od człowieka. Człowiek może być jedynie jego nośnikiem, jak starożytna westalka – strażniczką Ognia. Ten głos zaśpiewał tak, że czerwono armijne dusze polskie, wcielone dekretacją: ‘armatnie mięso’, ładowane do eszelonów z pohukiwaniem oficerów politycznych: dla was wazwrata niet! – te polskie dusze rozryczały się jak dzieci bezdomne. Ave Maria, gratia plena... Ani drgnęli. Oczy zastygły wbite wzrokiem w przeszłość, w dom i bliskich, o których od lat nic nikt z nich nie wiedział... Et in hora mortis nostrae... I wtedy świeca zgasła. Ten głos ostatnimi słowy zmiótł jej płomień. Bo to nie był jeszcze jej czas. Nie może świecić, bo nie nastała jeszcze ‘godzina śmierci naszej’. Wyszli przed ten fiński kościółek. Sypnęli w Niebo serie z pepesz? Ojciec nie pamiętał. Cieszyli się, rzucali w ramiona? Też nie pamiętał. Nie dostrzeliliby do Nieba. Zresztą, po co? Nie tam był winny ich doli. Ojciec zapamiętał jedynie ten głos. A mandolinę przywiózł do domu. Rzadko na niej grywał. Chyba nigdy na prawdę. Ot, uderzał w struny, próbował akordy, ale nie, nie grał... Niekiedy wchodził do pokoju, gdy z głośników wybrzmiała aria czy chór. - Żebyś ty ten głos usłyszał... **** Posłuchajcie, Cécile McLorin Salvant. A jak się wam spodoba, sięgnijcie po wcześniejszy krążek ‘Woman Child’, po ten właśnie utwór. Może zbudujecie sobie wówczas własną historię o Głosie, który się nutom i klawiszom fortepianu nie kłaniał... Dla kosmonautów i maszynistów znajdę inną, mniej magnetyzującą płytę. Wkrótce. “I can look at many of these songs, and see that this is an event that really happened, or a feeling I’ve lived through myself,” McLorin Salvant explains. “That’s what makes it so difficult to share. It’s almost like a diary entry.” Cécile McLorin Salvant - w naszej ofercie Cécile McLorin Salvant's debut album, WomanChild, went on to earn a bevy of honors, including a Grammy nomination, and Cécile found herself at the top of multiple year-end critics' lists. "She has poise, elegance, soul, humor, sensuality, power, virtuosity, range, insight, intelligence, depth and grace," announced Wynton Marsalis. "If anyone can extend the lineage of the Big Three-Billie Holiday, Sarah Vaughan and Ella Fitzgerald-it is this 23-year-old virtuoso," added Stephen Holden in the New York Times. Now she releases her follow-up album, For One To Love, a more intimate and confessional project that reveals new dimensions of this young vocalist's artistry. "I'm not playing anyone else here but myself," McLorin Salvant explains. "I can look at many of these songs, and see that this is an event that really happened, or a feeling I've lived through myself. That's what makes it so difficult to share. It's almost like a diary entry." This may be the defining jazz statement on romance in the new millennium, a heartfelt album that both embodies the full range of the American popular song idiom, but distills it into a distinctly personal expression of a modern-day poet-troubadour. Cécile is increasingly making her strongest musical statements via her own compositions, which stand out as the centerpiece on the new project. Five of the tracks on For One To Love are her songs, and here she reminds us of those other great jazz singers, from Billie Holiday to Abbey Lincoln, who found that the most powerful expressions of moods and feelings often came via their own compositions. And Cécile also shares her vision as a visual artist in the design of the album. This field has been a focus in recent years: both at home in Harlem and on the road, she works on painting and drawing, and is currently preparing for her first exhibition. "Music chose me," she reflects. "In a way, I stumbled upon it. But illustrating is something I've chosen to do." In short, her distinctive artistry shapes every aspect of this project.

 

Razem z tą płytą inni Melomani kupowali: