Pianista, kompozytor i wokalista Cameron Graves określa muzykę, którą stworzył na swój nowy album dla wytwórni Artistry Music/Mack Avenue Music Group, mianem „thrash-jazzu” – choć to zaledwie początek opowieści. Rzeczywiście, przy pierwszym przesłuchaniu, potężna, metalowa siła i precyzja w stylu hardcore, obecne na płycie *Seven*, mogą zwalić z nóg. Graves dorastał w Los Angeles – mieście przesiąkniętym metalem; jako dziecko słuchał zespołu Living Colour, a po latach poświęconych zgłębianiu jazzu i muzyki klasycznej, na nowo odkrył w sobie miłość do hard rocka dzięki nagraniom Pantery, Slipknota oraz – co wywarło na niego największy wpływ – szwedzkich tytanów metalu, grupy Meshuggah. Warto jednak przyjrzeć się bliżej albumowi *Seven* – następcy wydanego w 2017 roku krążka *Planetary Prince* (określonego przez serwis Pitchfork mianem „porywającego debiutu”). „Los Angeles to tygiel, w którym miesza się wszystko” – zauważa Graves. Jego ojciec, Carl Graves, był znakomitym soulowym wokalistą; ślady jego wpływu – obok inspiracji twórczością takich artystów jak Marvin Gaye czy Otis Redding – słychać w utworze „Eternal Paradise”, w którym młodszy Graves po raz pierwszy prezentuje się również jako wokalista. Przez cały album przewijają się także echa pionierów jazz-rockowej fuzji z lat 70. „Naszą misją jest kontynuowanie dziedzictwa ambitnej muzyki, zapoczątkowanego przez zespoły takie jak Mahavishnu Orchestra, Weather Report czy Return to Forever” – mówi Graves. „Wpoili nam to sami mistrzowie. Stanley Clarke, Chick Corea, Herbie Hancock – oni siadali z nami i mówili: »Słuchajcie, musicie nieść to dalej«”.