Autentyczność od ponad 50 lat: *Still Bill* Billa Withersa to arcydzieło muzyki soul, wyróżniające się uniwersalnymi emocjami, płynnym wokalem i bezpośrednim stylem pisania piosenek. Zrealizowany w renomowanym systemie masteringowym Mobile Fidelity: numerowane wydanie SACD albumu z 1972 roku zachwyca audiofilskim bogactwem brzmienia i przejrzystością. Zestawienie 500 najlepszych albumów wszech czasów magazynu „Rolling Stone” – miejsce 333.! Ponad 50 lat po premierze album *Still Bill* Billa Withersa pozostaje wierny swojemu tytułowi i stanowi najważniejszy album soul nagrany przez mężczyznę – o ile nie był to wokalista o imieniu Marvin, Al, Sam, James czy Ray. Choć w czasach, gdy Withers wydawał swój drugi album dla wytwórni Sussex Records, zwrot „keeping it real” (pozostawanie autentycznym) nie funkcjonował jeszcze w powszechnym obiegu, żadne inne słowa nie oddają lepiej charakteru, ducha i wartości tej muzyki. Każdy aspekt *Still Bill* emanuje szczerością, prawdą i emocjami. Te cechy – w połączeniu z mocnym głosem Withersa, hybrydowymi aranżacjami i pozornie prostą kompozycją utworów – sprawiły, że album przetrwał próbę czasu i dziś brzmi równie świeżo, jak w 1972 roku. Dzięki masteringowi w renomowanym systemie Mobile Fidelity oraz opakowaniu typu mini-LP (rozkładana okładka typu gatefold), numerowane wydanie SACD albumu *Still Bill* zapewnia temu bogatemu brzmieniowo klasykowi oprawę dźwiękową najwyższej próby. To kolekcjonerskie wznowienie, pełne zachwycających detali i głębi, koncentruje się na istocie muzyki – unikalnym, głębokim głosie Withersa z charakterystycznym akcentem z Wirginii Zachodniej – jednocześnie wiernie oddając niezwykłe wsparcie instrumentalne członków Watts 103rd Street Rhythm Band. Zróżnicowane spektrum barw, faktur i tonów, które Withers uchwycił w studiu Record Plant, można teraz po raz pierwszy w pełni docenić poza murami tego studia w Los Angeles. Z kolei realistyczna obecność i bezpośredniość wokalu artysty, a także płynność jego frazowania, dodatkowo podkreślają wspaniałość tej muzyki i wyjaśniają, dlaczego znaczenie tego albumu – uznanego przez magazyn „Rolling Stone” za 333. najlepszą płytę wszech czasów – wciąż rośnie. Choć album *Still Bill* w ciągu roku od premiery trafił do pierwszej piątki listy przebojów Billboardu i uzyskał status złotej płyty, od dawna ocenia się go nie przez pryzmat wyników sprzedaży, lecz jego wartości artystycznej, ducha i ponadczasowości. Wydawnictwo to znalazło się na liście „1000 albumów, które trzeba usłyszeć przed śmiercią” dziennika *The Guardian* (2007) oraz w książce Toma Moona *1000 Recordings to Hear Before You Die* (2008); jego dzisiejsza pozycja jako jednego z najbardziej cenionych dzieł w historii soulu przyćmiewa nawet entuzjastyczne przyjęcie, z jakim spotkało się na początku lat 70. *Still Bill* zajmuje miejsce w tym samym panteonie co *What's Going On*, *Call Me*, *Night Beat* czy *Genius + Soul = Jazz*. Podobnie jak te kamienie milowe, *Still Bill* łączy w sobie spójność, swobodę i złożoność, które zachęcają do wielokrotnego słuchania i wymykają się prostym klasyfikacjom. Łącząc cztery dominujące wówczas style – soul z Filadelfii, żywiołowy funk, blues z Południa oraz folk oparty na brzmieniu akustycznym – i prezentując je w oprawie produkcyjnej czerpiącej zarówno z minimalizmu, jak i wyrafinowanych albumów autorskich, *Still Bill* tworzy własny, unikalny świat. Warstwa rytmiczna płyty jest jednocześnie zrelaksowana i pobudzająca, kojąca i dynamiczna, wyrazista i mocna, łagodna i surowa. Ponad tym wszystkim unosi się spokojny, pewny siebie głos Withersa, działający niczym ciepły koc; dodaje on otuchy i wdzięku tekstom przesyconym dojrzałością, życiową perspektywą i empatią. Zrównoważone spojrzenie Withersa na ludzkie pragnienia, potrzeby i sytuacje życiowe wynikało z jego własnych doświadczeń – był on bowiem byłym pracownikiem fizycznym, przekonanym, że jego kariera muzyczna wkrótce dobiegnie końca. To mocne osadzenie w rzeczywistości na zawsze odróżnia Withersa od innych wielkich gwiazd soulu tamtych czasów, nadając płycie *Still Bill* charakter szczerej, bezpośredniej rozmowy i przystępność pozbawioną gwiazdorskiego zadęcia. „Spójrzcie, ja tak naprawdę jestem robotnikiem fabrycznym” – mówił Withers w 1972 roku. „To jest prawdziwa praca”. Znów pojawia się to słowo: „prawdziwa”. Utwory na *Still Bill* zakorzenione są w skromności i realiach życia, oparte na wierze w prostotę i powiązane z uniwersalnymi prawdami, które łączą nas wszystkich – niezależnie od statusu materialnego czy społecznego. Żaden utwór nie ilustruje tych zasad lepiej niż „Lean on Me” – podnoszący na duchu hymn o braterstwie i wspólnocie, który dotarł na szczyt list przebojów muzyki pop i R&B, stając się z czasem klasykiem głównego nurtu. Z podobną szczerością i bezpośredniością Withers podchodzi do prostych, lecz trafnych spostrzeżeń w „Lonely Town, Lonely Street” oraz do przejmującej wrażliwości utworu „I Don't Want You on My Mind”. Jego dążenie do autentyczności przejawia się również w drugim wielkim przeboju z tej płyty: przesyconym funkiem i zmysłowym „Use Me” – utworze, który dotarł do drugiego miejsca na listach przebojów i odzwierciedla wizerunek artysty jako „zwykłego człowieka”. Tożsamość ta opiera się na byciu wiernym sobie – postawie, która ostatecznie skłoniła Withersa do wycofania się z branży w połowie lat 80., by nie ulegać presji przemysłu muzycznego ani nie ryzykować utraty wiarygodności. To dążenie do prawdy i realizmu sprawia, że album *Still Bill* wydaje się tak naturalny i oczywisty jak powietrze, którym oddychamy. Wspominając po latach utwór „Lean on Me”, Withers stwierdził, że wydawał mu się on czymś, co „istniało, zanim się tu pojawiłem” – piosenką, która mogłaby mieć sto lat albo dziesięć, bądź też taką, z którą zetkniemy się na nowo dopiero za dekadę. To samo można powiedzieć o każdej nucie na płycie *Still Bill*.