„Czujesz to?” – pyta Iggy Pop w utworze „Dirt”. Odpowiedź jest oczywista dla każdego, kto słuchał „Fun House” The Stooges – albumu, na którym nieokiełznane emocje i dzika radość życia zajmują centralne miejsce, wysuwając na pierwszy plan surową energię. Elektryzujący chaos na drugim studyjnym albumie zespołu z Detroit, pierwotnie wydanym w lipcu 1970 roku w Elektra Records, jest niemal nie do opisania słowami. Robert Christgau, legendarny dziennikarz „Village Voice”, przyznał nawet, że „język nie został stworzony” do przekazywania tego, co wielu krytyków i artystów uważa za ostateczny przekaz rock’n’rolla. Ponad 50 lat po tym, jak Iggy Pop i spółka dali upust swojej furii, „Fun House” wciąż zachwyca słuchaczy. Zajmując 94. miejsce na liście najlepszych albumów wszech czasów magazynu „Rolling Stone”, okrzyknięty przez Jacka White'a „najlepszym albumem rock’n’rollowym w historii” i chwalony przez uznanych krytyków, od Lestera Bangsa i Bena Edmondsa po muzyków takich jak Henry Rollins i Steve Albini, „Fun House” po prostu brzmi dobrze! Od początku do końca wyczuwalne są cechy „na żywo w pokoju”, tak charakterystyczne dla „Fun House” i chwalonej przez krytyków produkcji Dona Gallucciego: nieustępliwy groove, czysta siła rytmów, nieograniczona głośność, ognisty wokal Popu, mocne, pulsujące linie basowe… Surowa energia i chropowatość generowane przez czterech panów i saksofonistę Stevena Mackaya dążą do przeniknięcia do innego wymiaru – z urzekającą obecnością, fizycznością i mocą. Intensywny, zwarty i agresywny „Fun House” różni się od przełomowego debiutu The Stooges pod kilkoma względami, a nawet go przewyższa. Na początek, kwartet pracował nad niemal wszystkimi utworami przez kilka miesięcy, więc nie byli pod presją pisania dodatkowego materiału. Równie ważne było spotkanie z Galluccim. Instynktowne zaufanie The Stooges do Gallucciego opłaciło się, ponieważ producent natychmiast zapragnął uchwycić wyjątkową atmosferę ich występu na żywo. Złamał konwenanse, usuwając wszystkie zasłony, dywany i inne tłumiące dźwięki meble z Elektra Sound Recorders – studia znajdującego się zaledwie kilka kroków od tymczasowego zakwaterowania zespołu w motelu Tropicana. Kazał też Popowi śpiewać, chrząkać, krzyczeć i szczekać na żywo przez ręczny mikrofon zasilany przez dwa wzmacniacze Marshalla, które służyły mu jako osobisty system nagłaśniający. Realizator dźwięku Brian Ross-Myring był ostatnim elementem układanki, tworząc nagranie, które przeszło do historii. Gallucci i Ross-Myring wpadli na kolejny genialny pomysł, planując, aby The Stooges nagrywali jeden utwór dziennie w studiu, w kolejności odpowiadającej kolejności utworów na albumie. Najpierw zaprosili zespół do zagrania utworów – w zasadzie był to dzień przygotowawczy, podczas którego dopracowano poziomy, konsole dźwiękowe i pozycje. Następnie zabrali się do pracy i osiągnęli swój cel, nagrywając jeden utwór dziennie, dając Gallucciemu około 15 do 25 ujęć do wyboru na wersję oficjalną. Podobno, poza dwoma dogrywkami gitarowymi, każda nuta „Fun House” została nagrana dokładnie tak, jak jest dzisiaj. MFSL prezentuje „Fun House” po raz pierwszy w audiofilskiej jakości referencyjnej! Zmasterowany z oryginalnych taśm w MoFi Studios w Kalifornii i wytłoczony przez Fidelity Record Pressing, ten numerowany podwójny LP (180 gramów, 45 obr./min) znajduje się w luksusowej rozkładanej kopercie autorstwa Stoughton Printing i oferuje najlepszą jakość dźwięku, jaką album kiedykolwiek uzyskał na winylu. To kolekcjonerskie wznowienie wyznacza nowe standardy pod względem przestrzenności, przejrzystości i dynamiki. Żadna poprzednia wersja nie była tak energetyczna, bezpośrednia i mocna, jak to wznowienie MoFi!