Recenzja AllMusic autorstwa Michaela G. Nastosa [-] W tym zestawie dziewięciu autorskich utworów wyraźnie widać wpływ Horace'a Silvera: radosne, mocne melodie; porywające rytmy; zręczne, rozważne, bluesowe akompaniamenty fortepianowe Silvera i energiczne solówki; oraz radosna gra saksofonisty Jimmy'ego Greene'a i trębacza Ryana Kisora, która wydaje się być bardziej intensywna w kontekście niepowtarzalnych kompozycji Silvera. Tytuł płyty nawiązuje do zawartości albumu (i do tego, że słuchacz musi zaakceptować uwielbienie Silvera wobec kobiet w sposób pozbawiony seksizmu). Niektórych może obrazić tytuł „I Love Annie's Fanny”, ale to po prostu tytuł skocznej, mainstreamowej piosenki jazzowej, z której twórczości Silver jest tak dobrze znany. W starych utworach Silvera, które najwyraźniej sam przerobił, pojawiają się pewne klisze. Frazy z „Cape Verdean Blues” wkradają się do natarczywej pierwszej części „The Mama Suite”, a jego typowy walc groove’owy jest obecny w otwierającym „Satisfaction Guaranteed” i zamykającym „Where Do I Go From Here?”. Jednak jego melodyjnie znajomy, porywający, oryginalny funk jest jak zawsze żywy i brzmi całkiem świeżo w porównaniu z niektórymi banalnymi neo-bopami, które w ostatniej dekadzie były poddawane reinterpretacji. Lekki, oszczędny, pełen duszy styl Silvera – szczególnie, gdy używa lewej ręki w połączeniu z basem Johna Webbera – to brzmienie dla obolałych uszu, o uniwersalnym, ponadczasowym uroku, przekraczającym bariery pokoleniowe i komercyjne. To dobrze zagrana muzyka, specjalność, którą Silver wyobraził sobie i zrealizował przez większość swojej kariery. Gorąco polecam.